czwartek, 4 kwietnia 2013

alt-J - "An Awesome Wave" /recenzja/



Okładka płyty


Gdyby istniała moda na figury geometryczne, można by było spokojnie uznać, że żyjemy w czasach trójkąta. Gdyby kultura alternatywna potrzebowała godła, byłby to na pewno trójkąt. Ów trend sprytnie wyprzedził brytyjski kwartet, który w 2007 roku ochrzcił się „alt-J”. To skrót klawiszowy komputerów z nadgryzionym jabłuszkiem oznaczający po prostu deltę (∆).  Jednak jeśli ktoś nie traktuje poważnie nerdów z instrumentami w rękach, niech natychmiast zweryfikuje swoje poglądy. Chłopaki z Leeds mają wszelkie predyspozycje do wspięcia się na szczyt. Na swój debiut kazali czekać aż 5 lat, jednak warty był każdego dnia. Ich pierwszy album zatytułowany „An Awesome Wave” zgarnął już najważniejsze brytyjskie wyróżnienie, nagrodę Mercury, wygrywając między innymi z niekwestionowaną sensacją 2012 roku – „Devotion” Jessie Ware. W moim prywatnym rankingu „Fala” była pozycją numer jeden. Tak oryginalnego albumu, w czasach kultury „ctrl-c, ctrl-v” ze świecą szukać.
Fraza, która powtarzała się w większości recenzji głosiła: „album na każdy nastrój, na każdą porę doby, dla każdego”. Ponoć, jeśli coś jest dla wszystkich, jest tak naprawdę dla nikogo. Nie w tym przypadku. Delty delikatnie modelują nastrój słuchacza, uwydatniając jego nastrój w trakcie kolejnych minut odsłuchu płyty. Mieszkali w akademiku, obowiązywała ich cisza nocna, nie mogli więc używać agresywnych gitar, czy ciężkich partii perkusyjnych. Stworzyło to niesamowity efekt intymności i więzi z muzyką. Uwielbiane przez dziennikarzy szufladkowanie nie zda się tu na nic. Chłopaki oscylują w okół każdego gatunku: od popu, przez hip-hop, trip-hop, folk, world, aż po rocka. I co najważniejsze – nie jest to wymuszona oryginalność! Mimo tak olbrzymiego rozwarstwienia „An Awesome Wave” brzmi niesamowicie spójnie.


Płyta została podzielona na trzy „części”. Rozpoczyna ją „Into”, w którym zespół przedstawia swoją dewizę: kłaniając się „armacie” popkultury mają gdzieś, co myślą inni, nie podążają za kanonami piękna, lecz wyznaczają własne wychodząc poza nakreślone ramy. Druga, to „Interludes” – przerywniki pomiędzy utworami właściwymi (część trzecia), które służą jako wprowadzenie do nich. Pierwszą dłuższą piosenką jest „Tessellate” (czym jest teselacja?), psychodeliczna ballada o filozofii miłości w XXI wieku. Warto też zwrócić uwagę na teledysk przedstawiający współczesną Szkołę Ateńską. Oto jak muzyka obnaża rzeczywistość.  Czy ktoś jest w stanie potraktować poważnie utwór zatytułowany „Pustaki”? „Breezeblocks” to opis trudnych relacji damsko-męskich, który podobnie jak poprzednik nabierakształtu dopiero z obrazem. Alt-J oparło ten utwór o książkę  „Where The Wild Things Are”, i teorię, że często kochamy tak mocno, że nieświadomie ranimy najbliższą nam osobę. Kolejna przerwa na oddech („Interlude II”) i delta serwuje „Coś dobrego” z obłędną partią klawiszową. Wakacyjno-hawajskie bujające„Dissolve Me”. „Matilda” nawiązująca do filmu „Leon Zawodowiec”, subtelne „Ms”, gdzie na pierwszy plan wystawiono dzwoneczki i chórki, najmocniejsze na płycie synthpopowe „Fitzpleasue”… stop. „Interlude III” chłodzi rozbuchane emocje i zatrzymuje się tuż przed kałużą krwi. „Bloodflood” brzmi jak soundtrack do spaceru po miejscu niedawnej zbrodni. Nic dziwnego – to muzyczna interpretacja „American Psycho”.  Już w historii zauważono, że najlepszego wina nie podaje się na koniec. „Taro” to prawdziwa perełka. Opowiada historię tragicznie zmarłych kochanków: Roberta Capy i Gerdy Taro. Obydwoje byli fotografami wojennymi, obydwoje zginęli w trakcie wykonywania zawodu. Na szczególną uwagę zasługuje egzotyczna partia gitarowa. Jak osiągnięto ten efekt? Ot rolka izolacji. Kto nie wierzy, niech przekona się na własne oczy
Niebanalne melodie, łamane rytmy i teksty „o czymś”. Angielscy debiutanci obalili stwierdzenie, że w muzyce wszystko zostało już powiedziane. „An Awesome Wave” nie można zarzucić prawie niczego: jest oryginalnie, ambitnie, z mnóstwem intertekstualności. Nie znam wzoru na deltę. Dobrze, że Alt-J uważali na matmie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz